czwartek, 28 sierpnia 2014

Proponuję Wam Grę, której stawką będzie… Ferrin.

źródło

Nienawiść większa niż życie.
 Namiętność silniejsza niż śmierć. 
I najważniejsze z pytań: czy można pożądać wroga?

Ferrin to świat, w którym rządzi okrucieństwo i magia. O czym jest ta książka? O emocjach, porywających niczym cyklon. O miłości, potrafiącej przetrwać najcięższe chwile. O nienawiści, która może wszystko zniszczyć. O przyjaźni, bolesnej, ale trwałej. O zdradzie, która zaboli najbardziej. Zapraszam do Ferrinu - świata zmysłów.

Katarzyna Michalak jest autorką piętnastu bestsellerów, a każda jej kolejna książka wydaje się lepsza od poprzedniej. Teraz prezentuje nam się w zupełnie innej odsłonie i zabiera nas do krainy pełnej czarów.

Na początku powieści poznajemy niepozorną Karolinę, która wychowywała się w sierocińcu, a teraz jest dobrą lekarką. Dziewczyna zmaga się z problemami doczesnego świata, a jej postawa- przepraszam, że żyję - wcale jej w tym nie pomaga. Chcąc zakończyć swoją beznadziejną egzystencję, wykorzystuje pozostawiony przez ciotkę rytuał i otwiera portal do innego świata. Trafia do Ferrinu i jako Lecząca Anaela, stara się uratować go przed całkowitą zagładą ze strony niebezpiecznego Sellinarisa. Jej najgorszego wroga…

W Grze o Ferrin nic nie jest takie, jakie się na początku wydaje. Autorka prowadzi czytelnika przez cudowne krainy, pokazując mu bezprawie i brutalność tego świata. W książce spotykamy elfy, smoki, czarownice oraz inne fantastyczne stworzenia. A także bogowie, którzy igrają z ludzkim losem. Opisy przyrody są przyjemne i bardzo obrazowe. Ferrin jest cudowny, ale jednocześnie przerażający. A zakończenie książki… niespodziewane.

Bardzo podobała mi się doskonale wykreowana postać Sellinarisa, którego nie można nazwać jednowymiarowym czarnym charakterem. Bezwzględny, niebezpieczny i bardzo skrzywdzony w przeszłości, stał się prawdziwą zarazą Ferrinu. Ale tkwiąca w nim cząstka dobra, daje nadzieję na… na co właściwie? Nie można przewidzieć jak zakończy się Gra.

Karolina-Anaela stanowiła największą porażkę powieść, a przynajmniej jej pierwszej połowy. A szkoda, bo przecież to główna bohaterka. Wydaje mi się, że autorka nie poświeciła jej wystarczająco wiele uwagi, dlatego postać jest sztuczna, a miejscami nijaka. I jeszcze ta natychmiastowa przemiana z szarej myszki w waleczną Leczącą, która i tak popełnia głupie błędy. Niby jak każdy człowiek? Dobre jest jednak to, że czyny bohaterki zmieniają ją w trakcie powieści, a czytelnikowi dają nadzieję, że w kolejnej części Anaela zmądrzeje całkowicie.

Muszę pochwalić również Wydawnictwo Literackie, które bardzo przyłożyło się do tego wydania. W książce nie ma ani jednej literówki, a nawet jeśli, to musiałam tego nie zauważyć. Książka jest starannie oprawiona w piękną okładkę skrzydełkową. Do tego czcionka jest idealna chyba dla każdego, bo jest przejrzysta i łatwo się ją czyta. Rzadko zdarzają się tak staranne publikacje, dlatego chylę głowę w pokłonie.

I teraz coś, co nie daje mi spokoju od samego początku. Apel do tych WIELBICIELI Pana Sapkowskiego czy innego autora fantastyki, którzy tak jadą po książce, że hej. Jeżeli lubicie twórczość z takiego gatunku fantastyki, to ją czytajcie. Chyba nie jesteście aż tak głupi, żeby nie rozpoznać literatury kobiecej w dodatku autorki, która się nią specjalizuje. W szczególności, że wskazuje na to opis z tyłu książki. Dlaczego kupujecie powieść, a potem ją ganicie tylko dlatego, że to nie taki rodzaj fantastyki, który lubicie? Dla mnie elfy, smoki czy inne istoty paranormalne jak najbardziej wpisują się w gatunek, a nie tylko Sapkowski czy jakiś inny (choć naprawdę nie mam nic przeciwko ich książkom i je czytam z przyjemnością). Przecież wiadomo, że z ich twórczością nie można polemizować, bo są naprawdę dobrzy w tym, co robią. A jeżeli książka została napisana z myślą o kobietach, które chcą poczytać o baśniowej krainie i trudnej miłości, a w dodatku zakosztować trochę przygody, to niech one to czytają i ocenią. A nie fani Piekary, Komudy, Sapkowskiego czy Krusvara. I dodam jeszcze, że w najnowszym wydaniu, książka nie została porównana do twórczości jakiegokolwiek autora. Dlatego dajcie szansę powieści zanim wystawicie jej złą opinię, bo może innym przypadnie do gustu.

Sama nie wiem, jak ocenić Grę o Ferrin. Książka podobała mi się, a jej niedoskonałości można by łatwo poprawić w kolejnym wydaniu (ciekawe, czy autorce się nie znudzi). Mam tylko nadzieję, że kolejna część będzie jeszcze lepsza i wynagrodzi mi słabość pierwszej. A mam wielką chęć przeczytania kontynuacji, więc czekajcie na dalsze wyznania dotyczące Ferrinu.

Moja ocena: 7/10

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 23 października 2013
ISBN: 9788376599946
liczba stron: 430
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier

6 komentarzy:

  1. Co raz więcej słyszę o Katarzynie Michalak i o jej twórczości, kilka jej książek już na mnie czeka, nie mogę się już doczekać chwili aż zacznę je czytać :) Po tą pozycję też pewnie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja odpadam. Jej twórczość zupełnie nie przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Katarzyna Michalak kojarzy mi się raczej z książkami obyczajowymi, a nie z fantastyką. Może się skuszę :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba wolę Katarzynę Michalak w wydaniu obyczajówek, tego typu fantastyka nie jest dla mnie. Mimo słów zachęty, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie dla mnie, okładka odstrasza ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, tam... Przecież od razu widać po tej okładce, że to literatura napisana z myślą o babeczkach. Ale może jak zamkniesz oczy i nie będziesz na nia spoglądał, to ci się spodoba :D

      Usuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...