piątek, 15 sierpnia 2014

Przestroga dla potomnych… Osiemdziesiąt Dni Żółtych - Vina Jackson

źródło


Bardziej pikantny i wysublimowany odcień Pięćdziesięciu twarzy Greya.
według Publishers Weekly


Zacznę grzecznie, ale ostrzegam, że targają mną silne emocje. Vina Jackson to pseudonim angielskiej finansistki, która specjalizuje się w sado-maso i felietonisty oraz specjalisty w dziedzinie erotyki. Prawa do publikacji powieści wykupiło aż 14 krajów, a autorzy stworzyli całą serię kolorowych dni.

Osiemdziesiąt dni żółtych opowiada historię utalentowanej skrzypaczki, która grywa w metrze, a jej życie to jedna wielka emocjonalna ruina. Pewnego dnia jej skrzypce zostają zniszczone i Summer otrzymuje wtedy propozycję od tajemniczego profesora uniwersytetu. Dominik kupi jej nowe skrzypce, jeśli dziewczyna zagra koncert… tylko dla niego. Tak rozpoczyna się burzliwy romans ostro okraszony scenami seksu, często zahaczającego wręcz o BDSM.

I teraz przestaje być grzecznie, bo jak piszę recenzję, to chce mi się płakać na wspomnienie tej książki. Ale od początku… Powieść Osiemdziesiąt dni… wpadła w moje ręce, gdy na scenie wydawniczej królował oczywiście Mr. Grey, którego przeczytałam i wspominam całkiem dobrze (nie krytykujcie mnie:)). Nie zamierzam jednak pisać jego recenzji, bo teraz mijałoby się to z celem a i tak krąży wokół niego wiele kontrowersji. Nie rozumiem, dlaczego czytelnicy czepiają się tej całej Pani James, skoro nie czytali serii Pani i Pana Jackson. Ludzie, apeluję do was, Grey przy tym… gniocie jest dziełem sztuki! Zostawcie w spokoju ten cukierkowy romans i cieszcie się, że nie czytaliście tego kiczu.

Do tej pory żałuję, że skusiłam się kupić Osiemdziesięciu dni…, ponieważ jeszcze nigdy nie czytałam tak okropnej książki i zupełnie nie rozumiem, jak ktoś to mógł wydać. Droga, którą Vina Jackson wymyśliła, jest piekłem i ledwo przez nie przebrnęłam. Ale jak już kupiłam, to trudno. Mogę tylko powiedzieć, że zraziłam się do tej książki i moja nietolerancja przeszła na całą literaturę erotyczną. Raczej już chętnie po nią nie sięgam.

W Osiemdziesięciu dniach żółtych poznajemy głównych bohaterów serii, ale są oni wręcz nijacy. Targają nimi jakieś mroczne demony przeszłości, mają problemy i wybucha między nimi płomienny romans, ale to wszystko jest takie sztuczne i wymuszone. Autorzy postawili tutaj chyba na swoje specjalizacje, bo książka aż jęczy z nadmiaru seksu. I to jest upiorne, bo opisane sceny postawiły moje włosy dęba i za każdym razem miałam ochotę zatrzasnąć książkę. Opisane BDSM jest bardzo… niesmaczne. I tak jak w Pięćdziesięciu odcieniach... autorka być może nie była zbytnio wtajemniczona w tę sztukę miłości, ale ja naprawdę jej za to dziękuję. Jak widać specjalizacja czasem nie gwarantuje sukcesu.

Naprawdę chciałabym doszukać się w książce jakiś plusów, ale nawet okładka jest dla mnie nieciekawa. Zazwyczaj podchodzę do powieści pozytywnie chcąc z niej wyciągnąć te dobre strony, ale Osiemdziesiąt dni… tak mnie rozczarowało, że niesmak pozostał do dzisiaj. Niesmak, złość i choć ciężko przyznać - wstręt do tego nie wartego funta kłaków książkowego straszydła.

Dlatego zostawcie Greya w spokoju i niech go czytają te osławione gospodynie domowe, a wy trzymajcie się z daleka od książek Viny Jackson. Wyjdzie wam to na zdrowie, będziecie trzymać nerwy na wodzy, nie będziecie musieli zgłębiać tego trudnego, nudnego języka ani tych odpychających scen. Nie chce mi się o tym więcej pisać, bo naprawdę szkoda mojego oraz waszego czasu. Bardziej pikantny i wysublimowany odcień Pięćdziesięciu twarzy Greya? Na usta ciśnie mi się tylko jedno: G*no prawda! Ale przecież to jest kulturalny blog, więc siedzę cicho.


Moja ocena: 1/10 - za odwagę autorów i wydawców, że puścili na rynek coś takiego i nie obawiali się linczu czytelników!!! 


tłumaczenie: Barbara Kwiatkowska
tytuł oryginału: Eighty Days Yellow
wydawnictwo: Amber
data wydania: 2 października 2012
ISBN: 9788324144532
liczba stron: 336
kategoria: romans
język: polski

1 komentarz:

  1. Ha ha ha! Jeszcze bardziej Cię uwielbiam ;) Czytałaś Greya, przyznajesz się, nie będę Cię krytykować, bo bardzo lubię tę serię (ale to już wiesz). Dziewczyno, bardzo się cieszę, że jesteś w blogosferze ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...