wtorek, 2 września 2014

Strzeżcie się krwiożerczych… górali? Lokator do wynajęcia - Iwona Banach

źródło


Uważasz, że nie ma gorszej zmory niż Regi ze Szczęśliwego pecha
W takim razie... poznaj starsze panie.


Lokator do wynajęcia to kolejna po Szczęśliwym pechu nietuzinkowa powieść Iwony Banach, która jak sama mówi, zaczęła pisać książki, by nie zadręczać swoich przyjaciół ciągłym gadaniem. Pani Iwono! Jeśli gada Pani tak samo jak pisze, to wszystkim powinno to sprawiać przyjemność.

Autorka przenosi nas w góry do maleńkiej wioski o wdzięcznej nazwie Zawilec, gdzie przyjeżdża Miśka - zawodowy lokator do wynajęcia. Towarzyszy jej Noldi, potężny mięśniak o duszy romantyka, który boi się nawet pająków. Miśka nie podejrzewa, że w jej poukładane życie wkroczą… dwie starsze panie, które schorowane są tylko na zawołanie, herbatkę piją, ale wzbogaconą o dodatkowe suplementy i ciągle coś knują. Dodatkowo czas bohaterom umilają dwa niepoprawne psy, nawiedzony dom, który rzuca, czym popadnie oraz wybuchające krzaki. Myślicie, że to wszystko? Nie… Najgorsi są górale.

Lokator do wynajęcia wpisuje się w kanon literatury pięknej kobiecej, ale ja bym zwyczajnie nazwała to… komedią. Przezabawną, prześmieszną, czasem nierealną i zupełnie zwariowaną, ale jednocześnie bardzo prawdziwą. Książka ma 388 stron, ale jak dla mnie to było za mało. Z Lokatorem… jest taki problem, że jak już człowiek zacznie, to nie chce go skończyć.

Pierwsze, co we mnie uderzyło i powaliło niczym taran, to styl pisania, jakim posługuje się autorka. Jest bardzo luźny i bogaty w potoczne określenia. Wypełniony wulgaryzmami, od których normalnie schnie ucho. Ale tutaj to wszystko nadaje powieści smaczek, idealnie wpasowuje się w góralską stylizację i sprawia, że książka jest tak bardzo przyjemna. A język, którym została napisana, zrozumieją wszyscy, choć często nawet sami bohaterowie się w nim gubią.

Drugą rzeczą, która powaliła mnie na kolana, to góralska szara rzeczywistość. Cóż… że ona taka szara, to bym nie powiedziała. Dla mnie malowała się ona w kolorowych barwach, czasem neonowych odcieniach, a nawet jak zawiało wisielcem, to nie zrobiła się całkiem czarna. Autorka tak cudownie przedstawiła górali, że sama zapragnęłam ich dokładnie poznać, ale obawiam się, że nie jestem z rodziny. Mogłabym takie spotkanie przypłacić życiem.

Uważam, że ogromnym plusem powieści są dialogi. Autorka doskonale przedstawiła komizm słowny, dzięki temu czytelnik zaśmiewa się do łez praktycznie przy każdej rozmowie bohaterów. Komizm sytuacji również jest bez zarzutu i wprawia często w osłupienie, a to za sprawą dwóch schorowanych staruszek. Czasem unosiłam brwi w ogromnym zdumieniu, głowiąc się nad pomysłowością tych dwóch góralek. Latające smoki? Jasne! Podejrzane grzybki? Oczywiście! Sportowy samochód? Jak najbardziej. Komizm postaci? W Lokatorze… go nie zabraknie.

- Już słyszałeś? To ciekawe…
- Nie ma w tym nic ciekawego. To proste, odkąd Józek matce komórkę kupił ,,radio Maryśka” działa dużo szybciej. Dzwoniła do mojej matki. Opowiadała, że jakiś włamywacz z piłą mechaniczną, jak w ,,Teksańskiej masakrze”, włamuje się do piwnic, żeby kraść weki i rowery, ale tu się przejechał - odciął sobie rękę i nogę, a potem został postrzelony przez Bellę.
- To nie do końca…
- Wcale nie twierdzę, że do końca, ale tak to u nas działa.

Lokator do wynajęcia podobał mi się jeszcze z tego względu, że mimo swojego prześmiewczego tonu, jest również bardzo realny. Sama nie wiem jak się to udało autorce, ale przekonała mnie, że może istnieć nawiedzony dom. Że jak znajdę zwłoki, to muszę ich pilnować, bo nigdy nie wiadomo, gdzie je poniesie. I że jak już znajdę trupa, to muszę uważać, bo z pewnością przyślą kogoś z Krakowa. Do tego ci wszyscy bohaterowie, wydają się naprawdę bardzo prawdziwi i tacy swojscy, choć są groteskowi. A może nie?

Książkę polecam… wszystkim! Tu nie ma rozgraniczenia. Lokator… to po prostu gar śmiechu, szklanka kryminału, łyżka fantastyki, łyżeczka strachu i szczypta romansu. Do tego posolić i popieprzyć góralskim folklorem i otrzymujemy pyszne danie.

Tylko ostrzegam! Niekontrolowane wybuchy śmiechu gwarantowane.


Moja ocena: 10/10 A co tam!

wydawnictwo: Nasza Księgarnia
data wydania: 13 sierpnia 2014
ISBN: 9788310126313
liczba stron: 400
słowa kluczowe: literatura polska
kategoria: Literatura piękna
język: polski

Książkę przeczytałam dzięki



5 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie książki! Nie znam tej autorki, ale muszę znaleźć jakieś jej książki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba nie jest książka dla mnie, nieszczególnie mnie przekonuje... Raczej to nie moja tematyka :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Jeśli masz ochotę zmienić lub odświeżyć szatę graficzną bloga nie czekaj i zajrzyj tutaj: https://www.facebook.com/wystrojbloga?ref=hl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam takie śmieszne opowieśći .Nie znam wprawdzie żadnej ksiąźki tej autorki ale recenzja mnie przekonała by to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cha, cha, wydaje się zabawne. :D Może będę miała okazję przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...