poniedziałek, 7 września 2015

Katarzyna Łochowska: "Droga do Ukojenia" to nie jest ckliwy romans.

zdjęcie autorskie


W "Warszawskiej Kulturalnej" jakiś czas temu ukazał się wywiad ze mną. Zdradzam w nim, jak naprawdę doszło do powstania Drogi do Ukojenia. Mówię również o tym, jaka naprawdę jest moja powieść i co planuję w najbliższej przyszłości. Gazecie serdecznie dziękuję za promocję.

WK. Pani Katarzyno, Droga do Ukojenia to Pani druga powieść. Co spowodowało, że postanowiła Pani ją opisać?

Droga do Ukojenia tak naprawdę nigdy nie miała się ukazać. Zaczęłam ją pisać jako "przerywnik" do pewnej powieści fantastycznej, nad którą wciąż pracuję. Musiałam odetchnąć, rozejrzałam się dookoła i pomyślałam, że taka odskocznia dobrze mi zrobi. Pomysł w mojej głowie ukształtował się błyskawicznie i zanim zdążyłam pomyśleć, książka zaczęła żyć własnym życiem.

WK. Czy utożsamia się Pani w jakiś sposób ze swoją bohaterką?

Nie, choć moi czytelnicy dopatrują się podobieństwa. Może jesteśmy podobne pod pewnymi względami, ale nie jesteśmy identyczne. W żadnym wypadku nie wzorowałam się na sobie ani na żadnej znanej mi osobie. Każda książkowa postać powinna mieć własne życie, dlatego zawsze tworzę ją od podstaw – razem z jej historią, cechami charakteru oraz zachowaniem.

WK. W swojej książce opowiada Pani o młodej kobiecie, która ma już za sobą spory bagaż doświadczeń życiowych. Jest Pani znacznie od niej młodsza, skąd taka znajomość psychologii i doskonałego uchwycenia uczuć kobiety targanej sprzecznymi uczuciami?

Każda kobieta po części jest targana takimi uczuciami, choć wcale nie musiała doświadczyć wcześniej żadnych traumatycznych przeżyć. Ja po prostu lubię obserwować otaczającą mnie rzeczywistość i wyciągać z niej odpowiednie wnioski. Poza tym wiele razy słyszałam, że choć jestem młoda ciałem, to duchem już chyba nie, bo nie potrafiłam odnaleźć się w środowisku rówieśników. Tak jest do tej pory, a moje lekko staroświeckie podejście chyba już się nie zmieni :).

WK. Ukojenie to nieduża wieś, w której życie toczy się na pozór banalnie, jednak Pani pokazuje, iż tak wcale nie jest. Jest trochę tajemnicy, magii… Czy tak naprawdę wygląda życie na wsi? Pytam z perspektywy typowego mieszczucha ;)

To zależy od tego, jakim się jest człowiekiem. Stworzyłam Ukojenie na podobieństwo mojej rodzinnej miejscowości i mam nadzieję, że opisy wiernie odwzorowują rzeczywistość. To, jak się ją odbiera, zależy jednak od osobistego przekonania. Dla mnie zawsze pozostanie magicznym miejscem, gdzie większość zdarzeń opisanych w powieści, wydarzyło się naprawdę :)

WK. Katarzyna została zdradzona przez męża, którego wręcz ubóstwiała, jednak przyszedł moment, kiedy miała dość upokorzenia. Czy w życiu jest podobnie? Przecież wiele kobiet pomimo podobnych doświadczeń dalej trwa przy ukochanym. Ma Pani jakąś receptę na "odkochanie się"?

Chyba nie ma lekarstwa na "odkochanie się". Przynajmniej nie doraźnego. Każda z nas musi zrozumieć, że nie zawsze ten wymarzony i idealny mężczyzna jest tym odpowiednim. Mogłabym powiedzieć, że czas leczy rany i że trzeba korzystać z życia, póki się ma okazję, ale wtedy chybabym skłamała. Owszem, czas pomaga podnieść się z kryzysu i podleczy rany, ale nie usunie blizn. One pozostają i tylko osoby, które spotykamy na swojej drodze, czasem sprawiają, że szramy bledną. Tak jak było w przypadku Kasi, która spotkała koleżanki oraz Niedźwiedzia.

WK. Katarzyna, dotąd kobieta słaba, zastraszona, wbrew losowi staje się inną kobietą. Na swojej drodze spotyka "postrach" wsi, Niedźwiedzia, mężczyznę z traumą po śmierci ukochanej żony, który samotnie wychowuje swoją córkę. Skąd pomysł na stworzenie takiej postaci?

Chciałam, żeby przemiana Kasi była widoczna. Dlatego dziewczyna na początku była być słaba, załamana po zdradzie męża. Jednocześnie musiała wypaść autentycznie, by przekonać o swojej rozpaczy czytelników. Mam nadzieję, że ten zabieg mi się udał. A jeśli chodzi o Niedźwiedzia, to stanowi on przykład człowieka dotkniętego przez los. Chciałam pokazać, że nie tylko kobiety muszą być zawsze pokrzywdzone, ale mężczyźni również przeżywają wzloty i upadki, a co najważniejsze – radzą sobie z nimi na swój, może trochę pokręcony sposób. 

WK. Pewnego dnia Katarzyna i Niedźwiedź stają sobie na drodze, powiedzmy sobie od razu, że dochodzi do wojny, w której Katarzyna przegrywa, a mimo to zakochuje się w swym "ciemiężycielu". Myśli Pani, że w życiu realnym też tak bywa?

Może nie nazwałabym tego wojną, ale zaostrzonym przekomarzaniem. Nie mam pojęcia, czy tak jest w rzeczywistości, ale Niedźwiedzia i Kasię połączyła przede wszystkim wzajemna fascynacja. Kaśka była od początku zaintrygowana zachowaniem Niedźwiedzia i choć nie znamy wersji mężczyzny, to możemy się jedynie domyślać, że on też zmagał się z podobnymi uczuciami. Myślę, że fascynacja w życiu realnym również jest bardzo ważna i ma wpływ na kształtowanie się kontaktów.

WK. Pani książka obfituje nie tylko wątki miłosne, ale nawet i sensacyjne, chociaż z dużą dozą humoru np. akcja ze ślimakami. Podczas jej czytania zaśmiewałam się. Grupka kobiet, z Katarzyną na czele, postanawia się zemścić na Niedźwiedziu, ładując do wnętrza jego samochodu wiadro ślimaków. Zwykle romanse są ckliwe i wyciskające łzy z oczu, a u Pani niespodzianka, każdy wątek zawiera sporą dawkę dobrego humoru. Skąd pomysł na okraszenie powieści takim elementem?

Naczytałam się trochę ckliwych romansów i dlatego postanowiłam napisać coś, co sama przeczytałabym z przyjemnością. Poza tym niektóre wydarzenia z książki wydarzyły się naprawdę – ja tylko zmieniłam bohaterów i konspekt. Przyznaję, że miałam zadanie nieco ułatwione, bo te śmieszne historie słyszałam wielokrotnie. Musiałam je tylko przedstawić w taki sposób, by śmieszyły również innych. Śmiech miał również inne zadanie. Pomagał głównej bohaterce w przezwyciężeniu traumy.

WK. Jak układała się współpraca z wydawnictwem podczas wydawania powieści?

Jestem bardzo zadowolona z współpracy. Jej wynikiem jest książka, stojąca na mojej półce, z której jestem bardzo zadowolona. Miałam bardzo dobry kontakt z wydawnictwem, który nie skończył się zaraz po premierze. Każda sprawa była konsultowana ze mną, a każdy problem rozwiązywaliśmy wspólnie – czy dotyczący grafiki, czy korekty. Miałam przyjemność poznać Panią Agnieszkę na Targach Książki w Warszawie i okazało się, że jest cudowną kobietą nie tylko w życiu "mailowym". Żałuję tylko, że nie mogłam zapoznać się zresztą ekipy, ale podejrzewam, że są równie wspaniali.

WK. Czy myśli Pani już o następnej powieści? Zdradzi nam Pani chociaż rąbek tajemnicy?

Nie zamierzam rezygnować z fantastyki i pracuję nad serią książek związanych z tą tematyką. Teraz jednak nie mogę zawieść moich czytelników, którzy dopominają się o drugą część Drogi do Ukojenia. Mam nadzieję, że tajemnicza aura Ukojenia jeszcze nie raz zachwyci i zaskoczy czytających.

WK. Serdecznie dziękuję za wywiad. A wszystkich czytelników zachęcamy do przeczytania powieści Katarzyny Łochowskiej Droga do Ukojenia.


10 komentarzy:

  1. Gratuluje książek :) Życzę natchnienia na kolejne.Bardzo fajny wywiad. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie i zapraszam do czytania innych postów

      Usuń
  2. Gratuluję. A po książki sięgnę na pewno ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mam nadzieję, że będą się podobać ;)

      Usuń
  3. Z przyjemnością przeczytam Twoją książkę Kasiu ;) Gratuluję wywiadu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję :) Po takim wywiadzie aż chce się dorwać w swoje ręce taką książkę i ją bliżej poznać

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...