niedziela, 25 października 2015

DZIEDZICZKA – JUDE DEVERAUX: Siła miłości

źródło


Lubicie czytać romanse? Są łatwe proste i przyjemne. Można się przy nich wyciszyć i wyluzować, dobrze wiedząc, że happy end jest pewny. Dlatego dzisiaj mam dla was recenzję romansu z dużą dawką miłości oraz historyczną nutą na dokładkę.

Tytuł: Dziedziczka
Autor: Jude Deveraux
Wydawnictwo: Bis

Anglia. Rok 1501. Król Henryk zasiada na tronie Anglii i podporządkowuje sobie Wyspy. Nie wszyscy są jednak z tego zadowoleni. Popędliwi i uparci Szkoci ani myślą słuchać rozkazów Anglika, a na granicy obu państw wciąż wybuchają bunty. W jednym z nich ginie rodzina Bronwyn MacArran, a ona zostaje głową klanu. Król zmusza ją do poślubienia angielskiego szlachcica, który ma stanąć u jej boku, poprowadzić Szkotów i tym samym pokonać ich opór. Narzeczony nie dociera jednak na ślub...

Stephen Montgomery całkowicie zapomniał o ślubie i po narzeczoną przybył trzy dni później. Zamiast potulnej dziewczyny zastał rozsierdzoną Szkotkę, która prędzej pozbawi go głowy, niż rzeknie dobre słowo. Mężczyzna musi jednak wypełnić rozkaz swego króla, a co za tym idzie, zrzec się swego nazwiska i zamieszkać na wrogiej ziemi. Na szczęście uroda przyszłej żony wynagradza mu wszelkie niedogodności. Czy Anglik stanie się prawdziwym Szkotem? Czy miłość zwycięży dumę i upór?

Cóż tu dużo ukrywać, odpowiedź na dwa powyższe pytania brzmi oczywiście: tak. Romanse, a zwłaszcza te historyczne mają to do siebie, że czytamy je dla... miłości. A w Dziedziczce na pewno ją znajdziemy.

Niektórzy traktują tego typu książki jak banały, ja jednak lubię po taką sięgnąć od czasu do czasu, bo pomaga mi się zrelaksować. W powieści została opisana ciekawa historia, a uczucie łączące bohaterów nie jest cukierkowe i proste. Przede wszystkim dlatego, że bohaterowie nie są mdłymi postaciami, ale posiadają własne charaktery, które często są dla nich przekleństwem.

Autorka opisała trudne czasy – w szczególności dla Szkotów. Oczywiście nie możemy powiedzieć, że tak właśnie wyglądały te zamierzchłe czasy, a już najmniej porównywać ich do prawdziwych wydarzeń historycznych. Powieść w jakiś jednak sposób kształtuje wyobrażenie na ich temat i całkiem przystępnie ukazuje szkockie zwyczaje.

Główna bohaterka nie zaskarbiła sobie mojej sympatii. Przez większą część książki była samolubna i zarozumiała. Do tego wszystkiego zachowywała się dziecinnie, przysparzając jedynie kłopotów. Jej bezmyślne postępowanie strasznie mnie denerwowało, przez co niestety powieść nie wryła się głęboko w moją pamięć. Na szczęście Bronwyn na koniec poszła po rozum do głowy, a nawet przyznała się do błędów, przez co zyskała trochę w moich oczach.

Zupełnie inaczej został przedstawiony Stephen Montgomery, który uratował całą powieść przed klapą. Autorka wykreowała go jako mężczyznę rozsądnego, ale również czułego i zdeterminowanego. Jego rozważne zachowanie miało znaczny wpływ na fabułę, ale nie to jednak mnie w nim ujęło. Przekonało mnie jego wrodzone dobro i wrażliwość, a jednocześnie wiara we własne możliwości. Miałam wrażenie, że Stephen mógłby "wyjść" z kart powieści i spokojnie zacząć egzystować w naszym świecie, a każda kobieta oddałaby wszystko za takiego mężczyznę.

Któregoś dnia zrozumiesz, że jedna kropla mojej krwi jest cenniejsza od złości, którą w sobie nosisz.

Podobały mi się również wątki poboczne dotyczące rodziny Stephena. Bardzo urozmaiciły fabułę, wprowadzając nagły zwrot akcji. Książka momentami jest trochę brutalna, ale jak przystało na romans historyczny, miłość wynagradza wszelkie trudności. Język w powieści jest bardzo prosty i przyjemny w odbiorze, dzięki czemu książkę czyta się szybko. 

Dziedziczka jest powieścią dobrą, ale istnieją zdecydowanie lepsze i to na dodatek napisane przez tę autorkę. Może ona jednak stanowić miły przerywnik, po który możecie sięgnąć po męczącym dniu. Książkę polecam również wszystkim fankom – a jeśli są, to również fanom – romansów historycznych. Ja spędziłam z nią kilka miłych chwil.

I na koniec jak zawsze próbuję was wciągnąć w dyskusję, dlatego w komentarzach piszcie o romansach, po które sięgnęliście i waszych wrażeniach. Może polecicie mi coś ciekawego :D

Moja ocena: 5/10

13 komentarzy:

  1. Zabawne – mam książkę, która posiada ten sam tytuł, opowiada o tych samych czasach, ale jest inna. Aż poszłam sprawdzić, czy to nie ta sama tylko o innej okładce :) Powieść jest interesująca, a ja uwielbiam ten okres czasu, jednak nie jestem do końca przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha... miałam to samo, a to dlatego, że książka rzeczywiście została na nowo wydana :D Też lubię ten okres, ale czytałam znacznie lepsze powieści tego typu ;)

      Usuń
  2. Happy end pewny w romansie? No nie powiedziałabym... Nie do końca moja parafia, nie te klimaty. Nigdy nie czytałam żadnej książki tej autorki. Coś, co wyszło spod jej pióra, szczególnie polecasz? Co do romansów dla Ciebie... Hhm... Dawno nic takiego nie czytałam, więc mam pustkę w głowie.
    Trzymaj się, powodzenia.
    cordragon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... Jeśli mówimy o tym szczególnym gatunku (historyczny), to jeszcze się nie spotkałam z brakiem happy endu – dotyczy oczywiście miłości głównych bohaterów. Czytałam romanse, w których rzeczywiście on nie nastąpił, ale były to raczej współczesne powieści. Znasz jakiś, który rzeczywiście nie kończy się dobrze? Może przeczytam ;)
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  3. Ja bardziej wolę romanse paranormal, zwykłe też czasem konsumuje :) Jednak powyższa pozycja nie jest dla mnie. Bardziej lubię czasy współczesne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo... Widzę, że moje klimaty, choć historyczne też czasem czytuję :) A tak naprawdę to wszystkie byle dobre ;)

      Usuń
  4. Z reguły nie czytam typowych romansów, więc trudno byłoby mi coś polecić. W sumie Saga o Ludziach Lodu bardzo mi się podobała, a to przecież przede wszystkim romans i fantasy. Niemniej koniec serii zdecydowanie nie przypadł mi do gustu i zepsuł mi obraz całości, a szkoda.
    Po "Dziedziczkę" raczej nie sięgnę, choć prawdą jest, że od czasu do czasu miło sięgnąć po coś w tym rodzaju, by oderwać się na chwilę od, dajmy na to, thrillerów. ;) Niemniej wolę książki, w których romans jest po prostu jednym z wielu skomplikowanych wątków, a nie osią całej powieści.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytałam Sagę..., ale przyznam się szczerze, że podobały mi się najbardziej pierwsze części.

      Usuń
    2. Owszem, potem trochę za bardzo się to już ciągnęło, z tomu na tom coraz trudniej było o coś oryginalnego. No i ta końcówka... :/

      Usuń
  5. Zdecydowanie lubię czasem przeczytać historyczne romansidło, w końcu jestem kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ta odpowiedź podoba mi się najbardziej :D Kobietki potrzebują czasem dodatkowej dawki miłości ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam historyczne romanse. I kocham Szkocję <3 Po serii "Obca" Diany Gabaldon mam świra - i polecam, bo to super romans historyczny. A tę książkę na pewno zdobędę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam właśnie Szkotów i ich charakterki, a Obca nie jest mi... obca :D

      Usuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...