piątek, 17 czerwca 2016

NIEPOPRAWNE KSIĘŻNICZKI: Stereotypowy książę z bajki

źródło




Temat wpadł mi do głowy po jednej z libacji alkoholowych, w której miałam przyjemność oraz nieprzyjemność brać udział. Przyjemność, bo w końcu wszystko jest dla ludzi. Nieprzyjemność, bo większość z nas jest tak złożona, że prędzej czy później dopada nas cholerny moralniak. Nie jestem wyjątkiem. 

Do rzeczy. Po suto zakrapianej imprezie, gdzie okazja czekała na człowieka na każdym kroku, a noc kładła się cieniem na zmysłach, usłyszałam jedynie, że ja tej okazji nie złapałam. Jeśli jeszcze nie wiecie, o co chodzi, to uczynnie podpowiem, że o relacje damsko-drinko-męskie. I gdy człowiek naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, że z życia nie korzysta tak jak większość na tym szarym świecie, to zaczyna się zastanawiać, co z nim do cholery jest nie tak?

Tak więc po dwóch dniach, gdy już doszłam do siebie, gdzieś między pudrowaniem policzków a nakładaniem maskary o szóstej rano odpowiedź na to pytanie uderzyła mnie w twarz, aż się okręciłam z wrażenia. Jestem niepoprawną księżniczką, która woli senne majaki od realnego samca alfa. A do kogo mogę mieć pretensje? Do wszystkich autorek tych książek, w których wielka miłość zawsze idzie w parze z ideałem mężczyzny. Księciem z bajki, któremu we włosach lśni brylantyna i który sztukę uwodzenia ma w jednym palcu. Dzięki, autorki. Właśnie przez was siedzę i czekam na księciunia, zamiast łapać okazję za nogi.

Wychodzę na ulicę i rozglądam się z niesmakiem na twarzy. Księcia nigdzie nie widać, a i porządnego giermka oko nie ujrzy. A ja szukam wysokiego przystojniaka, który rzuci mnie na kolana. Czekam, aż nasze oczy spotkają się na sekundę, w której zawarte będzie całe nasze życie. A potem to już poleci, jak z bata strzelił. Ślub, dzieci i happy ending. Tylko czekać aż ktoś napisze na tej podstawie scenariusz albo przynajmniej niezłego harlequina. Tylko cholera książę rumaka gdzieś po drodze zgubił i pieszo zapieprza. Pewnie trochę mu jeszcze zejdzie.

A to wszystko przez Was, autorzy. Czy tak trudno zrobić z brzydala głównego bohatera? Zaraz musi być umięśniony, z burzą włosów i uśmiechem, który powala na kolana? Nie może być mały, krzywy Quasimodo? Wtedy każdy były lepszy, a ja łapałabym okazję na każdym kroku, a nie tylko wtedy, kiedy otwieram książkę i zaczynam czytać o kolejnej love story. Ile kur domowych patrzy na swego chłopa krzywo, bo naczytało się o wspaniałych mężczyznach? Baby! Tacy faceci nie istnieją. Pogódźcie się z wystającymi brzuszkami, wciąż towarzyszącymi pilotami od telewizora i butelkami po piwie. 

Dobra, koniec pitolenia bez potrzeby. Idę... poflirtować sobie z jakim księciem. Spaczenia już nie wyleczę, a mogę jedynie podsycać moją obsesję. A jeśli chcecie nie wybrzydzać wśród facetów, to nie czytajcie książek. Najpierw jednak odpowiedzcie sobie na pytanie, czy ten cały cyrk naprawdę jest tego warty. W końcu możecie mieć każdego. Mało tego... Tyle nocy i tyle książek do czytania. Tyle książąt tylko dla Was. A może się i jaka Bestia trafi... W końcu nie wszystko złoto, co się świeci.

Jakiego typu bohatera szukacie w książkach? Piszcie w komentarzach ;)

31 komentarzy:

  1. Moim ulubionym bohaterem jest Jace Wayland/Herondale oraz Magnus Bane (oczywiście gdyby nie był homoseksualistą :D) z sagi Dary Anioła - Cassandry Clare. Przyciągają mnie bardzo złośliwi, przystojni (niestety) buntownicy :D
    Fajny pomysł na post, podoba mi się!

    spotkanieprzyliteraturze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhaha... O tak... Ja też mam słabość do buntowników. Z nimi książka zawsze jest fajniejsza ;)

      Usuń
  2. To prawda, że każdego faceta ocenia się w skali książkowej :) Mam to samo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walczę z tym, jak tylko mogę, ale nic nie pomaga :D

      Usuń
    2. Ja mam słabość do takich bad boyów - bez nich książki (i życie) nie byłoby już takie ciekawe :D

      Usuń
    3. Święta prawda, pod którą się podpisuję ;)

      Usuń
  3. świetny tekst! w pierwszej chwili przeczytałam "a nakładaniem masakry o 6 rano" :D na szczęście nie nadużywam romansów, wolę fantastykę. jeśli chodzi o księcia, to wystarczyłby mi Aragorn. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo... Takim księciem to i ja bym nie pogardziła :) Tacy są najlepsi ;)

      Usuń
  4. Przynajmniej u tych książkowych trudniej doszukać się jakichś wad, a nawet jeżeli takie się zdarzają, to są do przyjęcia i bardziej świadczą na ich korzyść :D Eh, książki naprawdę spaczają rzeczywistość...
    Jeden z lepszych postów jakie czytałam! No i zgadzam się w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Nie ma to jak napisać coś pod wpływem chwili. Jestem tylko ciekawa, czy będę kiedyś umiała patrzeć inaczej na tą naszą rzeczywistość :D

      Usuń
  5. Ostatnio przeczytałam dwie książki, w których faceci zrobili na mnie piorunujące wrażenie. Jednym z nich był Noah (Przekroczyć granice), a drugim Micha (Nie pozwól mi odejść). Kac książkowy pozostał, a ja nie mam co zrobić ze swoim życiem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha... Udana lektura :D Rozglądaj się w realu. Może akurat trafisz na takiego księcia ;)

      Usuń
  6. Dla mnie jedynym i najprawdziwszym książkowym księciem jest Aragorn i chociaż bardzo lubię męskie postacie, to żadna go nie przebiła. :D Pierwszy raz go zobaczyłam oczywiście w filmie i uważam, że Viggo Mortensen genialnie się wcielił w tę postać. Miałam wtedy chyba z 8 lat i już wtedy pałałam do niego platoniczną miłością. Nawet sprawiłam sobie wtedy plakat, który wisi do dzisiaj. :) Potem przyszły książki i od tamtego momentu jestem szczerze zakochana w Aragornie i całej twórczości Tolkiena. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że i mi Aragorn rozpalał zmysły. Również Viggo. Ech... Ci książkowi i filmowi faceci ;)

      Usuń
  7. Ja tam lubię wygadanych i niebezpiecznych bohaterów. Ainar Skald z serii Łukasza Malinowskiego jest moim numer jeden, choć do księcia to mu raczej daleko. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tacy, co do księcia im daleko, są zawsze najlepsi ;)

      Usuń
  8. Cierpię na tę samą chorobę. Żaden prawdziwy facet nie potrafi mnie ująć. Wręcz przeciwnie, gdy się przystawia (nawet jeśli jest miły, inteligentny i zabawny), tylko mnie wkurza i marzę jedynie, by się odczepił. A ja wracam do książkowych czy animowanych chłopców oraz do bujania w obłokach.
    Książkowych "książąt", w których się podkochuję, wymieniać nie będę, bo trochę by to zajęło. ;) Ale jednym z nich jest z pewnością wymieniony trochę wyżej Aragorn. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, czy chcę leczyć tę chorobę, choć myślę, że by się przydało :D

      Usuń
  9. W tym wpisie zawarłaś wszystko to, do czego sama niedawno doszłam! Moje wyobrażenie o facetach zmieniło się jak cholera odkąd zaczęłam czytać o tych wszystkich idealnych przystojniakach, którzy tak namiętnie kreowani są przez pisarki... Gdzie jednak nie spojrzeć takich facetów brak, więc chyba czas najwyższy się z tym pogodzić... :>
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż żal... Nie wiadomo, czy autorek nienawidzić, czy dziękować za te wspaniałe chwile w wyimaginowanych ramionach :D

      Usuń
  10. A ja już mam dosyć tych książkowych ideałów. Tak ciężko teraz o NORMALNEGO chłopaka, którego uroda nie będzie opiewana na każdej kartce. I te burze włosów, idealne szczęki, zabójczy wzrok. Blah, blah, blah...
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha... No ja też chciałabym odrobiny odmiany :D

      Usuń
  11. Ja chyba też jestem skrzywiona i czekam na księcia z bajki. Rzeczywiście pełno jest książkowych ideałów i w sumie chyba nie czytałam żadnej książki z brzydkim głównym bohaterem... może kiedyś taką znajdę. Dobra, to lecę dalej wypatrywać tego księcia :)
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten Twój książę to może się z moim spotkał i gdzieś na piwo wyskoczyli. Bo ani widu, ani słychu :D Mam nadzieję, że szybko swojego znajdziesz ;)

      Usuń
  12. Kiedyś wydawało mi się, że tacy idealni bohaterowie książek są czymś wspaniałym i mogłam czytać masę historii, w których tak naprawdę każdy był podobny do poprzedniego... Dziś wolę więcej różnorodności, bo rzeczywiście jeśli obracamy się w tym "książkowym świecie", to i łatwo zobaczyć, że też chcemy na co dzień takiego idealnego facecika rodem z książek, co nie tylko dobrze wygląda, ale jest mistrzem seksu, potrafi żonglować, ugotować posiłek z pięciu dań, posprzątać w domu, a do tego jeszcze zrobić nam manicure. :D No ale takich zostawmy w książkach, u nas takie cuda natury niestety nie występują...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisane ;D Myślałby kto, że z nas takie księżniczki :D Może to i pomysł na kolejny felieton! Dzięki <3

      Usuń
  13. Dołączam do klubu skrzywionych ;D Ja też ciągle czekam na swojego księcia, ale jak widać jemu wcale się nie śpieszy :) Co nam Ci autorzy zrobili? Wykreowali niegrzecznych chłopców z wielkim serduchem, walecznych i wiernych rycerzy, seksownych następców tronu :)Jak tak można? A potem się dziwią, że coraz więcej singielek chodzi po świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha... Racja... Skrzywienie pełną gębą. Od razu mówię, że nie da się tego wyleczyć. Może terapeutycznie, ale nie jestem pewna ;)

      Usuń
  14. o kurde, szczerą prawdę prawisz! Nie jestem sama, jest nas dwie. Teraz pytanie jak żyć, to ja może się wezmę za tego co księciem nie jest, konia nie ma, ale za to nawet ma jakieś przymioty;) Książki to zło, te gdzie są księciunie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah... Właśnie... Trzeba takie czytać, gdzie księcia brak :D

      Usuń
  15. Świetny post. Powiem Ci, że chyba tak to już musi być z tymi książkami, bo większość z nas woli czytać o księciuniach przystojnych, niż raczej o tych, którym matka natura poskąpiła urody. Wyrzeźbiona klata, gęste włosy i jeszcze przenikliwy, wyjątkowy wzrok. Bla bla bla. Ale sama się daję na to złapać :) Tylko że to jest tak w życiu, że kiedy długo szukasz tego prawdziwego księcia, zniechęcona w pewnej chwili, całkowicie niespodziewanie przekonasz się, że jednak jest. Co prawda może niedokładnie zgadzający się z twoimi wymaganiami, ale jednak dla Ciebie naprawdę idealny. I zakochujesz się w tym księciu, u którego nie dostrzegasz wad i potem jest ślub i książę przestaje być księciem :) Ale nadal go kochasz, bo chociaż już wiesz, że tym książkowym ideałem nie jest i daleko mu do niego, trudno już wyobrazić sobie przyszłość, w której by go nie było.

    Kurczę teraz czytam to, co napisałam i zabrzmiało jakoś tak zawile i filozoficznie ;P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...