poniedziałek, 13 czerwca 2016

ZANIM SIĘ POJAWIŁEŚ – JOJO MOYES: Chcę być sobą... jeszcze przez chwilę


źródło

Są takie historie, które budzą w człowieku niesamowite uczucia i raz na zawsze zmieniają coś w jego życiu. Zarazem doprowadzają do płaczu, ale również niosą ze sobą światełko otuchy, które nie pozwala całkowicie zatracić się w rozpaczy. Zanim się pojawiłeś jest właśnie taką książką, którą przeczytałam ze względu na film wchodzący do kin. I choć wiedziałam, że opinie były podzielone, to postanowiłam, że wyrobię sobie własną. A powieść wzbudziła we mnie skrajne emocje.

Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Świat Książki

Lou Clark ma dwadzieścia sześć lat, właśnie straciła pracę, a życie w małej mieścinie bardzo ją ogranicza, z czego dziewczyna nie zdaje sobie sprawy. Musi jednak jak najszybciej znaleźć pracę, by utrzymać całą swoją rodzinę. Mimo że nie ma żadnych kwalifikacji, to otrzymuje szansę od miejscowych bogaczy i zostaje opiekunką sparaliżowanego Willa Traynora. Dopiero kontakt z nieprzyjemnym, często opryskliwym, ale również bardzo nieszczęśliwym Willem otwiera jej oczy i sprawia, że Lou zaczyna pragnąć od życia czegoś więcej. Przykuty do wózka Will ma jednak inny plan, a jedyne, co może go od niego odwieść, to miłość. Czy okaże się jednak na tyle silna, by przetrwać najtrudniejszą próbę?

Książka jest niezwykle emocjonalna i sprawia, że czytelnik nie potrafi obrać jednej ze stron. Na samym początku powieść nie poruszyła mnie dogłębnie. Miałam nawet obawy, że okaże się kolejnym zapychaczem, który wybił się dzięki dobrej promocji, a nie okazałej treści. Zwiastun filmowy został jednak tak zrobiony, że mogłam oglądać go bez końca, więc i książkę postanowiłam skończyć. Jeśli chodzi o moje spostrzeżenia, to przyznaję, że powieść warto przeczytać, a film powinien być prawdziwym wyciskaczem łez. To jednak jeszcze przede mną.

Najbardziej nie podobała mi się kreacja głównej bohaterki. Lou jest dla mnie nieobytą dziewczyną, która z jednej strony chciałaby mieć pracę, ale z drugiej nie ma zamiaru podcierać tyłka nieruchomemu dziadkowi. Ostateczność zmusza ją do podjęcia tej właśnie pracy i to jeszcze z zapewnieniem, że będzie jedynie damą do towarzystwa. Bohaterka wydała mi się płytka, pozbawiona współczucia, zapatrzona jedynie w siebie i zarozumiała. Sama nie wiem dlaczego, ale cała rodzina Clarków jest dla mnie bardzo samolubna. Z jednej strony kochali się, ale siostra Lou nie wahała się, gdy rodzice odstąpili jej pokój, a sami spali na podłodze w salonie. To tylko jeden z takich przykładów i nie wiem, co autorka chciała przekazać takim zachowaniem. 

Postacią, która budzi moją największą sympatię, jest Will. To on tak naprawdę gra pierwsze skrzypce w tej powieści, a Lou schodzi na dalszy plan, choć to ona opowiada jego historię. Niejednokrotnie wzruszyłam się, gdy zdałam sobie sprawę, jak cierpi Will Traynor. Przykuty do wózka i sparaliżowany od szyi w dół. Nie potrafiłam postawić się na jego miejscu. Uzależniona od innych, pozbawiona chęci do życia i zamknięta w czterech ścianach. Całkowicie pozbawiona ruchu i niemogąca zająć się samą sobą. To nawet nie mieściło mi się w głowie, a Will pomimo swego stanu zachował nie tylko jasność umysłu, ale również jako jedyny w powieści wnosił do niej nie tylko smutek i przygnębienie, ale również humor. To właśnie dzięki niemu Lou zaczęła inaczej postrzegać świat.

Mimo tego, że bardzo mu współczułam, to jednak nie potrafiłam pogodzić się z jego decyzją. Nie popierałam jej, choć próbowałam zrozumieć. Autorka podjęła bardzo kontrowersyjny temat, który z pewnością wzbudzi sprzeciw. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść jest na swój sposób pouczająca i mimo wad niesie ze sobą piękne przesłanie. Ukazuje również, jak trudne może być życie sparaliżowanemu, któremu z pozoru niczego nie brakuje, oprócz samodzielnego życia. 

Zanim się pojawiłeś wycisnęło ze mnie kilka łez, ale było to spowodowane wyobrażeniem sobie nieszczęścia, które dotknęło głównego bohatera. Mieszanka dobrego humoru sprawiła, że czytelnik nie jest przybity i zrozpaczony, ale napełniony wiarą i umocniony. Sama odniosłam wrażenie, że dzięki lekturze tej książki czuję się odrobinę bogatsza w wiedzę, a seans filmowy jeszcze przede mną. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, tym bardziej że zwiastun niemal doskonale pokrywał się z treścią książki.  


Moja ocena:7/10


20 komentarzy:

  1. Ja się dzisiaj wieczorem zabiorę chyba za książkę ;) Nareszcie, bo swoje już czeka :). Wszyscy o niej piszą, czytam same pochlebne rzeczy! No i chcę zobaczyć film, więc muszę się najpierw zapoznać z wersją książkową, wszak jakiś porządek musi być :)

    Korzystając z okazji zapraszam do zapisania się u mnie do newslettera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też właśnie chciałam przeczytać najpierw książkę, a potem zobaczyć film. Seans jeszcze przede mną ;) Dziękuję za zaproszenie. Z pewnością wpadnę ;)

      Usuń
  2. Jak dla mnie to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty wylałaś kilka łez, ja rozpaczałam przez kilka godzin... Serio poturbowała mnie ta książka. Cudna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha... No nie mogłam przecież napisać, że ryczałam jak bóbr, rozrzucając wszędzie zasmarkane chusteczki :D Tak było, ale "uronić kilka łez" brzmi tak jakoś lepiej poetycko ;) A książka naprawdę wspaniała.

      Usuń
  4. Na razie nie sięgnę po tę książkę. Chyba za głośno wokół niej jest, co mnie leciutko odstrasza. Wolę poczekać, aż zrobi się ciszej, wtedy lepiej do mnie trafi. Teraz obawiam się, że mogłabym się rozczarować zbyt dużymi oczekiwaniami, które powoli się we mnie kumulują przez kolejne pozytywne opinie - kilka razy już tak było. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze pomyślane. Ja postanowiłam zaryzykować, a tak naprawdę to zwiastun filmowy przekonał mnie do przeczytania książki. Myślę, że ekranizacja dała powieści drugie życie, zrobiło się o niej głośno i zebrała pozytywne recenzje. Niemniej książka naprawdę warto przeczytać ;)

      Usuń
  5. Muszę sięgnąć po tę książkę, ale potem - kiedy emocje nieco opadną i nie będę nastawiać się na coś "superekstrafajnego". Teraz obawiam się, że mogłabym się zawieść, przytłoczona nadmiarem pozytywnych recenzji. W końcu gdyby nie film, o tej książce nie byłoby tak głośno ;)
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Ból za ból"! pattbooks.blogspot.com!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale koniecznie musisz kiedyś przeczytać. Emocje gwarantowane ;)

      Usuń
  6. Coś czuję, że wyleje morze łez przy tej powieści. Mam nadzieję ją szybko przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością. Musisz zaopatrzyć się przynajmiej w jedną paczkę chusteczek ;)

      Usuń
  7. Mnie chyba bardziej wzruszyła, bo nie mogłam się pozbierać przez jakiś czas, ale ja wyjątkowo łatwo się wzruszam. Film też jeszcze przede mną. Zwiastun zapowiadał bardzo dobrą ekranizacje i jestem ciekawa czy faktycznie tak będzie :)
    Pozdrawiam serdecznie.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że film będzie równie dobry, co książka. Może nawet lepszy. Aktorzy wspaniali, a i zwiastun cudny, więc nic tylko trzeba iść do kina ;)

      Usuń
  8. Tak dużo o tej książce słyszałam, że z wielką chęcią bym się w nią zaopatrzyła no i w chusteczki też. Mam nadzieję że trafi do moich ulubionych. Na pewno sama tematyka jest niespotykana.
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie trzeba przeczytać. Zbiera pozytywne recenzje, bo i jest o czym pisać ;) Życzę udanej lektury

      Usuń
  9. We mnie książka również wzbudziła wiele emocji, a było to spowodowane głównie bardzo dobrze zarysowaną relacją między bohaterami. Cierpienie Willa jest rzeczywiście niewyobrażalne i chociaż jest to postać zdecydowanie godna podziwu, to ja jednak polubiłam równie mocno Lou. Czasem mogła wydawać się wprawdzie zbyt dziecinna, ale ja cieszę się, że nie została wykreowana na bohaterkę bez wad. Cała powieść jest zdecydowanie warta przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...