piątek, 17 lutego 2017

DWÓR MGIEŁ I FURII – SARAH J. MAAS: Najgorsza książka jaką czytałam

źródło


Zanim mnie zlinczujecie, skażecie na banicję i uzyskam status blogowej persona non grata, doczytajcie do końca recenzję. Dwór mgieł i furii to najgorsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam i od razu zaznaczam, że recenzja nie będzie obiektywna. Nie potrafię napisać obiektywnej, bo to przekracza wszelkie moje umiejętności. Całkowicie znienawidziłam autorkę i poważnie zastanawiam się na tym, czy sięgnąć po kolejną książkę z serii. Obawiam się, że dla mnie źle by się to skoczyło. Maas nienawidzę cię za to, że tak bardzo cię ubóstwiam...

Tytuł: Dwór mgieł i furii
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros

Ta książka niemal doprowadziła mnie do obłędu. Czytałam ją bardzo długo, ponieważ każda kolejna strona przybliżała mnie do jej końca. Koniec natomiast rozwalił mnie na kawałeczki i sprawił, że mój kac książkowy osiągnął apogeum. Od razu muszę się usprawiedliwić, że nie mogę napisać recenzji obiektywnej, ponieważ moje zaślepienie jest tak wielkie, że nawet nie mogę dopatrzyć się najmniejszych błędów. A może ta książka takowych nie posiada? Nie wiem. Dla mnie jest idealna i dlatego tak bardzo jej nienawidzę. Jest najgorszą książką, jaką kiedykolwiek czytałam, bo przez nią moje wahania nastrojów dobijają wszystkich. I zanim zamkną mnie w pokoju bez okien, pozwólcie, że trochę się nad naszą Maas poznęcam.

W wielkim skrócie – Feyra pokonała mroczne moce i ocaliła fae przed zagładą i wieczną niewolą. Sama jednak została zamknięta w złotej klatce, a Tamlin tak bardzo starał się ją chronić, że nie zauważył jej tęsknoty i powolnego rozpadu. Wtedy Książę Dworu Nocy upomina się jednak o spłatę długu i zabiera Feyrę do swojej posiadłości. Dziewczyna jest rozdarta między pozorną wolnością a wołaniem ciemności. Ponadto jej nowe zdolności mogą okazać się bardzo przydatne dla Rhysanda.

To tak słowem wstępu, ponieważ nie chcę opisywać fabuły. Mogę jedynie powiedzieć, że tych kilka zdań to kropla w całym morzu literek, który wydobyła z siebie autorka. Ja natomiast byłam niezwykle zadowolona, gdy tok jej rozumowania poszedł akurat w takim kierunku i wyszło z tego takie cudo. W tej części o wiele lepiej poznajemy Rhysa, z czego cieszyłam się niezmiernie. Maas dała nam wgląd w życie mrocznego Księcia i pozwoliła poznać go naprawdę. Już w pierwszej części zawojował moje serce i z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój akcji. Powiem wam, że dostałam Rhysanda w nadmiarze, aż piszczałam z radości. Jeśli jeszcze lektura przed wami, to możecie się spodziewać, że Książę z pewnością zaskoczy was i to nie jeden raz.

Jeśli zaś chodzi o Feyrę, to od początku bardzo jej kibicowałam. Podobało mi się to, że uparcie dążyła do swoich celów i nie dała się zamknąć w klatce. Nie chciała grać rozpieszczonej księżniczki, ale wzięła los we własne ręce. Uważam, że przeszła niesamowitą przemianę i pokazała, że jest w stanie poświęcić się dla miłości. Bohaterka udowodniła mi, że stać ją na wiele więcej i że ma w sobie wiele dobroci oraz odwagi. Tamlin to już zupełnie inna sprawa i swoim zachowaniem zyskał jedynie moją pogardę.

Przez całą książkę nie mogłam złapać oddechu. Akcja prze do przodu w zawrotnym tempie, przez co pochłania się stronę po stronie i wciąż jest człowiekowi mało. W tej powieści dzieje się naprawdę dużo, wiele tajemnic zostaje wyjaśnionych i się okazuje, że to wciąż jedynie kropla w morzu. Czytelnik przeżywa na nowo to, co wydarzyło się w pierwszej części i zanim opadnie entuzjazm, bohaterowie wpadają w kolejne kłopoty. Podobało mi się to, że Feyra pomimo tego, że przeszła prawdziwą gehennę, to jednak zachowała umiar, nie użalała się nad sobą, nawet jeśli powinna. Może była dla siebie zbyt surowa, ale nie pozwoliła, by demony przeszłości pochłonęły ją doszczętnie. Dodatkowo przeszła prawdziwą przemianę pod wpływem nowych przyjaciół. Musicie wiedzieć, że w tej części poznajemy również nowych bohaterów, których po prostu nie da się nie lubić. Czytelnika ciekawi nie tylko los głównych postaci, ale również historie poboczne.

Ta książka uczyniła wiele w moim życiu. Sprawiła, że zarwałam kilka nocy. Po jej przeczytaniu mój kac książkowy nie miał dna, a ochota na sięgnięcie po kolejną powieść z serii wciąż jeszcze mi nie przeszła. Książka jest dla mnie tak niezwykle emocjonalna, że jednocześnie ją kocham i nienawidzę. Już dawno nie czytałam powieści, która siałaby aż takie spustoszenie w mojej głowie. Maas... Co ty robisz z moim życiem?

Wydawnictwo Uroboros – doskonała robota ;)



10 komentarzy:

  1. "Maas nienawidzę cię za to, że tak bardzo cię ubóstwiam..." Mam to samo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta kobieta mnie powala na łopatki... Za każdym razem :D

      Usuń
  2. Też się cieszyłam, że Rhysa było tak wiele i że poznaliśmy kilka jego sekretów :D Książka jest genialna. Obawiałam się, że nie spodoba mi się wątek romantyczny, ale wprost się zakochałam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta jest niesamowita. Wciąż się zastanawiam, skąd ona czerpie inspirację :D

      Usuń
  3. Ja mam natomiast mieszane uczucia do tej serii. Jak kocham Rhysa i uwielbiam ten wątek miłosny, tak sam fakt tego jak autorka zmieniła Tamlina niespecjalnie przypadł mi do gustu. Ciekawe jak to wszystko się rozwinie.

    Dwie strony książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O... To mnie zaskoczyłaś :) Ja za to od początku nie przepadałam za Tamlinem i denerwowało mnie to, że autorka postanowiła właśnie w taki sposób go wykreować. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co tak naprawdę zgotowała bohaterom.

      Usuń
  4. To był emocjonalny rollercoaster! Jestem ciekawa jak autorka rozwinie wszystkie wątki i wykorzysta tę historię... Nie mogę się już po prostu doczekać trzeciego tomu!

    OdpowiedzUsuń
  5. http://www.pangrodzki.pl - blog artysty, pisarza

    Zobacz moją nową książkę science-fiction i muzykę elektroniczną oraz obrazy olejne na płótnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety (stety?) ta książka tak właśnie działa na ludzi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawiony ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...